Jestem fanką sprzętów retro, także dlatego, że za dzieciaka żadnego z nich nie miałam (cena GameBoy Classic była dużo wyższa, niż miesięczna wypłata mojej mamy w latach 90 - taki przykład).
Gromadzenie sprzętów retro ma jednak kilka wad. Po pierwsze, miejsce. Nie każdy może sobie pozwolić na trzymanie w domu kilku-kilkunastu konsol i np. trzech telewizorów czy monitorów.
Po drugie - ceny. Sprzęty, które w dobrym stanie dotrwały do współczesnych czasów, są bardzo drogie. O sprzętach w stanie kolekcjonerskim nawet nie wspominając. To samo gry - te rzadsze i w dobrym stanie kosztują fortunę (płyty, kartridże itp.), a czasem też potrzeba odpowiedniej wiedzy i narzędzi, żeby zmusić je do działania (np. wymiana bateryjek w kartridżach do GameBoyów). To wszystko też kosztuje. Są oczywiście rozwiązania typu Everdrive lub tańsza chińszczyzna (która działa - albo i nie), ale to też wysokie ceny.
Emulacja to zdecydowanie tańsze rozwiązanie.
U mnie robotę robi ta konsolka, Anbernic RG35xx. Emuluje gry z GB i Pegasusa, ma duży ekran, gierki wyglądają dobrze i działają poprawnie - dla mnie spoko.
A z konsol z epoki mam PlayStation 2 Slim oraz Xboxa 360.
